Bonjour Paris!
Tancerka, Sophie z Miami, wspomina swoje początki w kabarecie Moulin Rouge:
- Moje próby były po prostu piekielne. Nigdy nie zapomnę jak mistrz kankana, włoch Ricero, kazał mi robić dwadzieścia razy pod rząd podwójne salto w tył na rękach! Kiedy wchodzisz do Moulin, wchodzisz ze swoim wyglądem. Tu sprzedajesz długie nogi, figurę i gibkość.

Przez lata, nie możesz się zmienić. Wypominają każdy nowy gram w biodrach. Musisz zrezygnować z urodzenia dziecka. Nawet nie można zmienić koloru włosów. To upokarzające? Nie! To prestiż i splendor, miliony tancerek z całego świata mi zazdroszczą: wysokie gaże, tańczę w złocie i perłach. To bajka o Kopciuszku w Paryżu!

Zachwycają się: F jak Formidable

Być w Paryżu i nie zaliczyć Moulin Rouge to grzech.
Trudno nie trafić do najgorętszego lokalu w mieście: 82 boulevard de Clichy, już z daleka widać charakterystyczny wiatrak, oświetlony na czerwono. Moulin po francusku oznacza wiatrak, Moulin Rouge to „Czerwony Młyn”.

Od 40 lat tytuły kolejnych rewii w Moulin Rouge zaczynają sie na literę „F”:  „Frou Frou”, „Frisson”, „Fascination”, „Femme-Femme-Femme”… A to dlatego, że Jacki Clérico, obecny dyrektor kabaretu, jak każdy wielki kreator, miewał swoje przesądy. Po objęciu dyrekcji już pierwszym przedstawieniem przywrócił kabaretowi dawny blask i międzynarodową chwałę. Najbardziej spektakularnym pomysłem było ustawienie wielkiego akwarium z wodą, w którym pływali i nurkowali przed oczami oszołomionych widzów półnadzy artyści! Przedstawienie nosiło tytuł „Frou Frou” i po jego sukcesie dyrektor, by nie przerwać dobrej passy, wolał nie ryzykować zmiany początkowej litery nazwy…
Jednak najsłynniejsze przedstawienie zrealizował na 100-lecie kabaretu, w 1988 roku, pod nazwą „Formidable”. Teraz „F” to już nie tylko dziwaczna tradycja, ale i podstawowe skojarzenie ze słowem „formidable” (wspaniały).
Wiele wspaniałych gwiazd występowało na scenach Moulin Rouge: Ella Fitzgerald, Liza Minelli, Frank Sinatra, Ginger Rogers, Edith Piaf, Yves Montand, Jean Gabin.

Pokazują blichtr daleki od kiczu

Dziś Moulin Rouge jakby nieco tracił ze swej dawnej aury bohemy artystycznej. Zamiast ekscentrycznych artystów i śmietanki towarzyskiej – nakręcona machina turystyczna: przed wejściem kłębią się autokary wycieczkowe i tłumy turystów, głównie Japończyków i Rosjan (uwaga: ku rozczarowaniu Japończyków podczas przedstawienia nie można fotografować!). Po jednym seansie następuje szybka wymiana – kelnerzy bez ceregieli pozbawiają gości kieliszków, bo następny komplet widzów już czeka. Masówka. Ale przedstawienia są tak samo oszałamiające i perfekcyjne jak niegdyś. Owszem Moulin idzie w ilość, ale nie traci przy tym na jakości.
Obecny show na deskach paryskiego Moulin Rouge przygotowany przez Clerico to „Féerie”. Przez bite dwie godziny widzowie zapatrzeni w scenę, zauroczeni przepychem zapominają nawet o wliczonym w cenę biletu szampanie. Chociaż picie szampana z otwartymi ustami w zasadzie jest niemożliwe. Ale wśród publiczności zdarzają się i malkontenci, którzy wydawszy na bilet wstępu prawie 100 euro zwracają uwagę, że tańczące dziewczyny nie machają nogami dość równo, że w krokach brakuje im przygotowania baletowego. Że w kankanie, który jest częścią każdego show, brakuje typowej sceny zbiorowego tańca. Że razi gruby na centymetry makijaż na twarzach artystów. I że szampan zbyt kwaśny. Ale i oni – głównie zagraniczni turyści – już nazajutrz przyznają, że wszystko traci znaczenie: przy blasku fluorestencyjnych strojów, przy migoczących strusich piórach, przy kilometrowej długości nogach tancerek (zgrabne nogi dwoją się i troją w szeregach), przy precyzji i tempie, przy dynamicznej muzyce. W głowie pozostaje fundamentalne wspomnienie z Paryża: Moulin Rouge! Piękne tancereczki, akrobaci, żonglerzy, parodyści, miniaturowe konie, taniec z wężami w  wodzie! I dzięki swej perfekcji i dbałości o detale cały ten blichtr, mimo obaw, jest daleki od kiczu.

Moulin Rouge nie daje wyjazdowych przedstawień. Okazjonalnie występuje w skróconym programie, pokazówkach na prywatnych przyjęciach bardzo ważnych osobistości i firm. Franny Rabase, rzeczniczka kabaretu, wyjaśnia:
- Bez Paryża, bez tej atmosfery nie ma Moulin Rouge. Nie możemy mieć naszych wnętrz, dekoracji, nie możemy zabrać całego zespołu. Dlatego nie można zobaczyć rewii Moulin Rouge nigdzie poza teatrem przy placu Blanchy.

Z początku dorośli mogą się dziwić: na sali są dzieci! W końcu większość tancerek na estradzie jest półnaga, a niektóre sceny nasycone są erotyzmem. A jednak wpuszczane są wszystkie dzieci powyżej szóstego roku życia. Ale po pierwszych scenach widać wyraźnie, że w przedstawieniu nie ma nic z wulgarności czy bezpośredniości. Nagie piersi stają się jeszcze jednym elementem niecodziennych strojów. Inna sprawa, że tancerki o obfitym biuście raczej nie mają czego szukać w Moulin – to przeszkadza w tańcu.

Dziewczyny Madame Doris podbijają świat

Głównym choreografem Moulin Rouge jest Doris Haug. Jej kariera to piękna historia upartej dziewczynki z Niemiec, która biegała na lekcje tańca wbrew woli rodziców. Dorastała w okresie wojny, a czasy nie sprzyjały artystom. Po wojnie trafiła do Paryża i niestety, szybko przekonała się, że nie zostanie wybitną tancerką. Jej kolana i łokcie były zbyt mało elastyczne jak na wymagania najlepszej rewii. Doris nie poddała się, stworzyła własną grupę taneczną, „Doriss Girls”, która podbiła dosłownie cały świat. Menedżerowie Moulin Rouge szybko zorientowli się w jej talencie. I tak Dziewczyny Madame Doris tańczą teraz co noc w kolejnych spektaklach. Doris Haug układa każde nowe przedstawienie. Nie miała dość talentu by stać się gwiazdą, teraz tworzy gwiazdy z debiutujących tancerek.
Madame Doris osobiście egzaminuje i wybiera nowe tancerki. Tak między innymi trafiła do kankana Sophie z Miami.
- Moje próby były po prostu piekielne – wspomina Sophie. – Nigdy nie zapomnę jak mistrz kankana, włoch Ricero, kazał mi robić dwadzieścia razy pod rząd podwójne salto w tył na rękach! Zasada jest jedna: każdego dnia show musi być jeszcze bardziej fantastyczny.

Josephine i Zizi stroją się w pióra

W przedstawieniach Moulin Rouge wykorzystuje się tysiące kostiumów z piór. Na pierwszym piętrze paryskiego budynku przy rue du Mail znajduje się rodzinny warsztat pani Nicole Fevrier. Podłogi i ściany zaścielają pióra strusi, bażantów, kogutów. Pani Fevrier sortuje i przegląda pióra ze wszystkich zakątków świata, czesze je, myje, gotuje, barwi. Pióra nie mogą rozklejać się, muszą zachowywać połysk i lekkość nawet w gorącej i dusznej atmosferze sceny podgrzewanej tysiącami reflektorów, w czasie tańca, co tu nie mówić, mokrych od potu artystów. W jej piórach występowały takie gwiazdy jak: Mistinguett, Josephine Baker, Zizi Jeanmaire. Pióra z paryskiej wytwórni zamawiają też rewie z Las Vegas, czy pracownie Jean-Paul Gauthier’a.

Kolekcje w garderobach kapią złotem i perłami

Żadna rewia na świecie nie obejdzie sie bez garderoby pełnej kostiumów. Te w Moulin Rouge są często bardzo skąpe, ale zawsze spektakularne. Na każdy show przygotowuje się nową kolekcję! Od początku, od białej kartki z ołówkowym szkicem. To kreatywność i wyobraźnia Mine Vergez, głównej projektantki kabaretu, sprawia, że z tych paru kresek powstają potem oszałamiające, bogate kreacje. Zawsze pełne piór, cekinów, błyszczących materiałów, często z dodatkiem złota, szlachetnych kamieni i pereł. Cała sztuka to tak pozszywać to wszystko, aby wyglądało z przepychem, ale żeby dało się w tym tańczyć z lekkością i gracją. I jeszcze jeden ważny wymóg: wszytkie te fruwające materiały muszą wytrzymać błyskawiczne przebieranie za sceną po tysiąc razy, w czasie krótszym niż mgnienie oka, bo tempo przedstawienia jest szalone. Armia garderobianych i krawców miota się, by przyszywać urwane ramiączka, przydeptane ogony, pogubione perły, domykać zacinające się zamki…

Szewc powołuje się na samego Napoleona

Ale największa tajemnica to buty! Jak tańczyć z furią kankana na obcasach, tak żeby nie połamać sobie nóg?! Od tego są właśnie specjalnie projektowane buty. Ich mistrzem jest szewc pan Clairvoy, który chwali się, że jego rodzina szyła buty już dla samego Napoleona.
- Na początku kankana tańczyło się w wysokich butach. Potem jednak, z obawy o nogi tancerek, pozwalano im wkładać niskie, płaskie, sznurowane baletki. Nasze buty są takie jak trzeba – wysokie, ale przede wszystkim bezpieczne. Obcasy muszą być bardzo mocne, szerokie, stabilne, góra buta delikatna, ale wzmocniona szwami. Cała sztuka w tym, by wzmocnienia nie były widoczne na wierzchu.

Powracają do Fin de siecle

By zrozumieć istotę Moulin Rouge trzeba poznać trochę historii.
Kabaret powstał w czasach Belle Epoque. Beztroska, żywiołowość, radośc życia – to słowa, które najlepiej określają tamten czas. Fin de siecle (koniec  XIX wieku), okres bez wojen, sprzyjał łamaniu kulturowych reguł. Rewolucja przemysłowa dawała wszystkim optymizm i nadzieję na lepsze życie. Klasa średnia z ochotą oddawała się zabawie, mieszając swoje tradycyjne rozrywki z witalnością i energią pospolitych, często frywolnych uciech. Robotnicy, artyści, klasa średnia, arystokraci spotykali się razem przy tych samych stolikach w kawiarnich i klubach. To czas dla poetów, malarzy, rysowników, którzy wykorzystywali i jeszcze bardziej nakręcali atmosferę kreatywności i powszechnego rozluźnienia moralnego. Nic dziwnego, że właśnie wtedy powstał tak szalony taniec jak kankan.

Tańczą kankana w pończochach i podwiązkach

Przed kankanem był kadryl, którego wymyślił w 1850 roku Celeste Mogador, tancerz z rewii Bal Mobille (potem stała się częścią Moulin Rouge). Osiem minut zapierającego dech w piersiach tańca do muzyki Offenbacha! Żywy rytm, gibkość i doza akrobacji dziewcząt w kuszących kostiumach wprost zawróciły w głowach paryżanom. Ale o dziwo to nie Francuz a Anglik, Charles Morton, nadał temu tańcu formę jaką znamy dziś. Nazwa kankan odnosi się do wyjątkowo hałaśliwego charakteru muzyki. Stonowani Brytyjczycy byli raczej zszokowani, ale we Francji otwartej na fanaberie: nowy taniec szybko zdobywał sobie popularność. Z czasem stał sie zformalizowanym tańcem wyłącznie dla kobiet, którego sedno stanowiły szpagaty i zadzieranie spódnic do góry. W Moulin Rouge wypracowano ostatecznie atrybuty kankana: czarne pończochy, podwiązki, falbanki, koronki, gorsety, a tancerki musiały mieć nie mniej niż 170 cm wzrostu.

Touluse-Lautrec unieśmiertelnia muzy na obrazach

Moulin Rouge leży u stóp Montmartre. To miejsce wtedy jak i dziś zapełniają setki malarzy, poetów, pisarzy, artystyczna cyganeria. Pod koniec XIX wieku wśród tych wszystkich oryginałów jeden wyróżniał się szczególnie. Henri de Toulouse-Lautrec kochał życie i kobiety nade wszystko. Kiedy miał 15 lat choroba odcięła go od sportowej aktywności i wyższych sfer do jakich przywykł w rodzinie, ale nie pozbawiła zachłanności na przyjemności życia. Został malarzem i jako stały bywalec Moulin Rouge poświęcił kabaretowi dokładnie 17 obrazów, z czego wiele stało się znane na całym świecie, potem także jako plakaty. Unieśmiertelnił ówczesną pop-gwiazdę kankana La Goulue, która stała się jego muzą. Toulouse-Lautrec był też smakoszem. Mówił, że kuchnia, układanie nowych przepisów, mieszanie smaków i kolorów to sztuka taka sama jak pisanie wierszy czy balet. Jeden z zestawów menu w kabarecie do dziś nosi imię Henriego de Toulouse-Lautreca. Z pewnością Touluse-Lautrec nie stałby się tym, kim się stał, bez Moulin Rouge, ale też Moulin Rouge wiele zawdzięcza malarzowi.

„Idź i prześpij się z tym gościem”

Po głośnym filmie z Nicole Kidman wokół Moulin Rouge zrobił się szum, często niesmaczny i niezdrowy. Franny Rabase, rzeczniczka kabaretu wyjaśniała:
- Myślę, że film jest świetny, wspaniała historia miłosna, zrobiony z przepychem. Prawdziwie oddał Moulin Rouge jako… budynek. Jednak poza murami, nie ma w nim nic z historii, nic z naszych tradycji. Moulin nie działa tak jak w filmie – Ja nie mówię do tancerki: „Idź i prześpij się z tym gościem, bo on zostawi u nas dużo kasy”. To bzdura! Amerykański reżyser i scenarzysta pomylili Moulin Rouge z pobliskim placem Pigalle, który owszem jest pełen rozrywek różnego pokroju, w tym małych knajpek ze striptizem, sex-shopami i domami publicznymi. Tancerki z Moulin Rouge owszem mówią o wymaganiach, samodyscyplinie, konsekwencji, ale nie terrorze!

Rezygnują z urodzenia dziecka

Tancerka Sophie z Miami opowiada w jednym z wywiadów:
- Czy dziewczyny muszą być wszystkie takiego samego wzrostu?
- Nie, to tylko tak wygląda. Dobierają nas w rzędach i ustawiają tak, żeby wywołać takie złudzenie.
- A co z wagą? Reżim? Wypominają każdy nowy gram w biodrach?
- No tak. Ważą i kontrolują codziennie. Kiedy wchodzisz do Moulin, wchodzisz ze swoim wyglądem. Tu sprzedajesz długie nogi, figurę, gibkość. W czasie kiedy tańczysz, nawet przez lata, nie możesz się zmienić, musisz być tak śliczna i świeża, i wiotka jak cię zatrudniali. Nie można utyć, ani schudnąć (stawiając na karierę musisz zrezygnować z urodzenia dziecka). Nawet nie można zmienić koloru włosów, wbić kolczyk w pępek.
- Czy to poświęcenie nie jest upokarzające? Czy znajdujesz jeszcze w sobie entuzjazm?
- Upokarzające? Nie! To prestiż i splendor, miliony tancerek z Francji, Anglii, Stanów Zjednoczonych, Rosji… marzących o karierze w Moulin Rouge mi zazdroszczą. Poza tym bardzo przyjemne dostawać wysokie gaże za taniec w kreacjach ze złota i piór. To bajka o Kopciuszku w Paryżu.
Pytasz o entuzjazm? No cóż, tańczę dzień w dzień, dwa przedstawienia co wieczór. Entuzjazm za każdym razem muszę w sobie wypracować, by nie popaść w rutynę. Wywołuje u siebie ten stan ekscytacji, namaszczenia przed wyjściem na scenę. Bez tego po prostu byłaby klapa!
I Adieu Paris!

Adres:
Moulin Rouge
82 boulevard de Clichy
75018 Paris – France
tel.0153098282

Moulin Rouge w liczbach

95 euro za bilet na show o godz. 19, 85 euro na godz.21
(pół litra szampana wliczone w cenę biletu, za dodatkową opłatą możliwa kolacja)
1000 m2 powierzchni sali
850 miejsc dla widzów
100 tancerzy
30 kolumn głośnikowych Meyer Sound
2 magnetofony Otari
126 projektorów świetlnych
8 ramp ze światłami
50 mikserów kolorów
6 czarnych reflektorów
6 szatniarzy
74 kelnerów i pomocników

Moulin Rouge z zewnątrzMoulin Rouge-rozpoczęcie spektaklu

Menu podczas show:
Do wyboru trzy zestawy:
Cancan, Touluse-Lautrec, Belle Epoque
przykładowe dania:
ślimaki w serze z ziołami
pieczone udka młodego królika
lekko solona gęś z musztardą
pieczeń jagnięca po prowansalsku
wołowe policzki i ogony w galarecie
lody truskawkowo-cytrynowe
słodki krem z kasztanów


Przynajmniej raz dziennie spotyka się w kafejce 4,5 miliona Francuzów. Już wczesnym rankiem można oprzeć się o ladę i rzucić: „Garcon, un petit noir s’il vous plait!” (Kelner, jedną małą czarną proszę). Koniecznie z rogalikiem croissantem.

Przedstawię nie tylko te najsłynniejsze, najmodniejsze i najbardziej egzotyczne kawiarnie w Paryżu, ale i te skromne kafejki „na rogu”. Obok tradycyjnych kafejek „cynkowych” (nazwanych tak od metalu pokrywającego barowy kontuar), filozoficzne lokale dla „artystycznych dusz” na lewym brzegu, ale i nowoczesne cyberkafejki.

Cafe – Schronienie

Nazywane są Cafe, ale równie często Francuzi mówią o nich Bistrot. Kafejki – od swojego powstania w XVII wieku zawsze były miejscem, gdzie można zarówno wypić małe co nieco jak i spotkać się i pogadać. Zwykle pije się czarny, esencjonalny napój, którego nazwa wywodzi się od arabskiego „kahua”. Można też napić się piwa z beczki – bardzo ważne, by piwo nie przelało się przez brzegi podczas nalewania. O każdej porze można siąść i obserwować świat dookoła. Nawet kiedy pogoda na zewnątrz paskudna, w środku jest przytulnie.

Muszkieterzy i melomani

 

W samym centrum Paryża jest ich prawie 10.000. A wszystkie mają swój niepowtarzalny urok. Kawiarnie powstały by serwować „egzotyczne napoje” – kawę, herbatę i gorącą czekoladę. Najczęściej chadzali do nich arystokraci. Równolegle istniały lokale oferujące wino. W tawernach wino piło się na stojąco, przy wysokich ladach, w kabaretach podawano je tylko do zamówionych dań. Wraz z wiekiem Oświecenia kawiarnie, tawerny i kabarety upodabniały się do siebie. Mniej ważne było co się pije, ważniejsze jak – lokale urządzano z coraz większym smakiem, liczyła się atmosfera. Z wolna Bistrot stały się miejscem, gdzie przy filiżance lub kieliszku oddawano się wykwintnej konwersacji, czy to o polityce, literaturze, czy czymkolwiek innym. Każda grupa zawodowa miała swoją ulubioną kafejkę – muzycy, aktorzy, wojskowi, muszkieterzy, melomani, politycy.

Le Procope – kawiarnia Woltera i Diderota

Filozofowie, encyklopedyści i literaci chodzili do kafejek na brzegach Sekwany. Wolter i Diderot upatrzyli sobie Le Procope – najstarszą kawiarnię w Paryżu, a i podobno na świecie, bo rozpoczęła działalność w 1686 roku. Codziennie wypijali oni czterdzieści filiżanek kawy z czekoladą! Do stałych bywalców zaliczał się również Rousseau. Częstymi gośćmi byli Oskar Wilde, a także Napoleon Bonaparte, wówczas jeszcze biedny oficer artylerii.
Z kolei elegancką kawiarnię Le Fouquet’s na Polach Elizejskich upodobał sobie pisarz James Joyce, dziś bywają tu gwiazdy francuskich mediów.

Sartre i Camus w dymie tytoniu

Wiek XIX był „złotym wiekiem” francuskich kawiarni. W popularnych „pothouse” i w szykownych „divans” nie tylko pito, ale także palono „ziele Nicot”, zwane też tytoniem, które wkrótce stało się bardzo modne.  W niektórych lokalach uprawiano hazard, w innych wystawiano przedstawienia – narodziły się kawiarniane koncerty. Do Cafe zaczęli chętnie zaglądać artyści. Courbet, Manet, Degas nie pasowali do atmosfery „salonów”, ale świetnie czuli się przesiadując godzinami przy małych stolikach. W „Le Dome” na Montparnasie drzwi nie zamykały się za wszystkimi młodymi malarzami ze szkoły paryskiej. Picasso i Braque byli  stałymi bywalcami „Aux Deux Magots” w cieniu katedry Saint-Germain de Pres. To miejsce miało więcej wielbicieli: Jean-Paul Sartre, Camus i Simone de Beauvoir rozprawiali tu o egzystencjaliźmie. Tu poeci Verlaine i Breton szukali natchnienia. Z kolei w La Closerie des Lilas przesiadywali kiedyś poeci Baudelaire i Apollinaire, swoje opowieści snuł Ernest Hemingway. Częstymi gośćmi tego lokalu byli też Lenin i Trocki.
W latach 60-tych studenci zapełniali każdą kafejkę w Dzielnicy Łacińskiej komentując dopiero co zakończone lub wciąż trwające wykłady. Dziś tłumy turystów ściągają do „Deux Magots”, by uszczknąć choć trochę z jej magicznej atmosfery. A nowi jej bywalcy, kontynuując tradycje, ustanowili własną, kawiarnianą nagrodę literacką.

Kolebka dziennikarstwa

Niewiele ryzykuje się twierdząc, że kafejki były kolebką dziennikarstwa. Kawa i plotki sączyły się w nich równie jednostajnym strumieniem. Położone zwykle w pobliżu bardzo ruchliwych punktów miasta (poczty, targowiska, dworca) zapełniały się ludźmi, którzy przynosili do nich wieści z pracy, czy narzekania na urzędników. Niektórzy propagowali swoje polityczne idee, ogłaszali wynalazki, inni je oceniali i krytykowali. Zawiązywały się przyjaźnie. W ograniczonej przestrzeni wnętrza kawiarni skupiały się echa wartkiej, wielobarwnej codzienności. Idealne miejsce dla dziennikarza. Z czasem bywalcy Cafe przynosili ze sobą nie tylko własne nowiny, ale także te wydrukowane i pachnące jeszcze drukarską farbą.
Dzisiaj do typowych „cynkowych” kawiarni (Le Zinc) należy m.in.Le Cochon a l’Oreille przy 15 Rue Montmartre. Ta skromna kafejka, uczęszczana głównie przez robotników, w czasach swojej świetności słynęła z wyśmienitej zupy cebulowej, serwowanej o świcie, który wyznaczał koniec nocy roboczej dla prostytutek i rozpoczęcie dniówki dla ulicznych handlarzy.

W drzwiach stary przyjaciel

Wystrój kawiarni ma podstawowe znaczenie – klient musi czuć się wygodnie. Nieważne czy to lokal w małej wiosce, bezpretensjonalna kafejka w małym miasteczku, czy świetnie znana kawiarnia Paryżu, jej wystrój musi pasować do nastroju klientów. Stałych gości obsługa wita od drzwi jak starego przyjaciela. Goście okazjonalni, jak turyści, przykładają większą wagę do lokalizacji, czystości, miłej obsługi. Jest wiele wspaniałych kawiarni przy gęsto zatłoczonych atrakcjach turystycznych, których wnętrze oferuje chwile wytchnienia i relaksu. Naprzeciw Centrum Pompidou znajduje się Cafe Beaubourg – można zza jej szyb przyglądać się ruchowi wokół centrum nowoczesnej sztuki, można też podziwiać jej własny, niebanalny wystrój. Cafe Marly, kilka metrów od szklanej piramidy na dziedzińcu Luwru, oferuje styl znakomitych kawiarni wiedeńskich: komfort, ciastka i gazety.

Młode Beaujolais i „marcowe piwo”

Każdego roku, pod koniec września, rozpoczyna się wielka operacja „Feta w Bristot”. Przez kilka dni właściciele kafejek szczególnie ciepło witają wszystkich klientów, ukazują całą swą gościnność. Są także miejscem, gdzie pojawiają się i są smakowane pierwsze trunki z nowych zbiorów: młode Beaujolais w trzeci czwartek listopada oraz „marcowe piwo” na wiosnę. W końcu czerwca, w Paryżu odbywa się coroczny Wyścig Kelnerów. Trasę długości 8,3 km muszą oni pokonać biegiem, trzymając na dłoni tacę z pełną butelką wina i trzema pełnymi kieliszkami. Obowiązuje strój roboczy: biała bluzka i czarna spódnica dla kobiet, czarny frak dla mężczyzn. Rekord wyścigu wynosi 35 minut – spróbujcie go pobić!

Cafe-Philo

W dużych miastach i rejonach turystycznych można wybrać się ze znajomymi do kawiarnie-karaoke. Każdy może pośpiewać do podkładu znanych przebojów muzycznych. Tak jak niegdyś chodziło się na kawiarniane koncerty i nierzadko śpiewało razem z wykonawcami.
Dosłownie wszędzie wyrosły jak grzyby po deszczu cyberkafejki. Goście nie muszą ograniczać poszukiwania wiadomości do lokalnej gazety, mogą przemieszczać się wirtualnie po całym świecie. Cafe-Internet otwierają się nawet u stóp gotyckich katedr. Do najpopularniejszych należą: Cafe Orbital – oprócz serfowania zapewnia kosmiczny bar oraz Le Web – w dawnym warsztacie złotniczym z metalowo-szklanym wnętrzem.
Z kolei Cafe-Philo to kafejki filozoficzne. Kto ośmieli się dalej twierdzić, że filozofia jest tylko dla intelektualistów? W samym Paryżu jest 18 filo-kafejek, kolejne 24 są w Nicei, Tuluzie, Bayonne i innych miastach w całej Francji.
Dla moli książkowych urządza się kawiarnie-biblioteki. Dbają o zaspokojenie pragnienia swych klientów, serwują coś dla ciała i dla ducha. Ale w jakimkolwiek stylu by nie była, każda francuska kafejka zauroczy atmosferą. Można je nazwać po prostu: Cafe-Schronienie.

* * *

Ale skoro Paryż to miasto romantyków, można się natknąć także na zaimprowizowane kafejki. Na przykład na Pont des Arts, uroczym moście zamkniętym dla ruchu kołowego, łączącym Luwr i Institut de France. Zakochane pary przynoszą tu własne stoliki, krzesła, ostrygi i wino, urządzając sobie kolacje przy świecach.

Montmartre Bistrot

 

Inne znane kawiarnie w Paryżu:
Les Deux Magots-wystrój w stylu belle epoque w La Palette
Cafe de Flore – tu zbiera się paryska elita literacka
Cafe Beaubourg – postmodernistyczna kawiarnia z widokiem na Centrum Pompidou, została zaprojektowana przez Christiana de Portzamparc.
Cafe Maure de la Mosquee – pełna wschodniego klimatu, można tu wypić orzeźwiającą miętową herbatę, a później zrelaksować się w publicznym hammamie.

Inne znane kawiarnie we Francji:
Cafe des Deux Garcons w Aix-en-Provence- zaprasza do wytchnienia w cieniu platanów.
Cafe des Negociants w Lyonie – pozwala odpocząć w samym sercu starego miasta.
Saint-Armand w Rouen – zaprasza do średniowiecznych wnętrz i oferuje bogaty wybór piwa.
Cafe-Brasserie Bibent w Tuluzie – umieszczona na liście zabytków, znajduje się na Placu Capitole.
Flo-Excelsior w Nancy – tuż obok stacji kolejowej, z dekoracjami Gruber’a i Majorelle’a.

 


Na 45 hektarowej winnicy Domaine de la Citadelle (stara cytadela) w prowansalskiej wiosce Menerbes uprawia się czternaście rodzajów winogron.

Każdego roku z tej winnicy robi się 200 tysięcy butelek wina. Właściciel Mousieur Yves Rousset-Rouard pochodzi z Marsylii, przez kilka lat mieszkał w Paryżu, gdzie zajmował sie produkcją filmów. Duże pieniądze zarobił jako producent skandalicznego filmu „Emanuelle”. Przed jedenastu laty cały majątek zainwestował w winnice na północnych stokach gór Luberon w południowo-wschodniej części doliny Rodanu. Oprócz tego, że produkuje markowe wino Cotes du Luberon, udziela się politycznie. Jest merem Menerbes i parlamentarzystą z tutejszego regionu Vaucluse. Jego syn Aleksis także zaangażował się w rodzinny biznes, jest dyrektorem zarządzającym.

- W Prowansji można spotkać oberże zwane „bouchon” (korek), nazwa pochodzi od spożywanych tu ogromnych ilości miejscowego wina – opowiada pan Yves – Zgodnie z tradycją kolejne opróżnione butelki ustawiano rzędem, jedna za drugą, a gdy wieczór miał się ku końcowi wystawiano rachunek na podstawie odległości od pierwszego do ostatniego korka. I to jest wytłumaczenie, dlaczego nie potrafię ścierpieć, kiedy widzę turystę we Francji zamawiającego do obiadokolacji coca-colę.
Mousieur Yves ma bzika na punkcie wina, korków, ale przede wszystkim korkociągów. Skupował je na aukcjach, wymieniał się z przyjaciółmi, zamawiał określone wzory u jubilera. Uzbierał już ich ponad 3 tysiące! I poukładał za szybą w gablotach. I tak siedem lat temu powstało jedyne na świecie muzeum korkociągów Yvesa Rousseta-Rouard.

Przepisowy litr dla żołnierza

Wiele parcelii winnic Mousieur Yvesa rozłożonych jest na tarasach zboczy gór, gdzie krzaki winogronowe rosną na piasku albo glinie. Właściciel żartuje, że „wino spływa strumieniami z góry, a o tempie produkcji decyduje grawitacja”. Najpierw winogrona wędrują do kadzi, gdzie fermentują, potem wino przelewa się do beczek, gdzie dojrzewa, na koniec rozlewane jest do butelek i korkowane.
- Moje winnice mają od piętnastu do ponad trzydziestu lat. Im starsza winnica, tym mniej owoców, ale ich smak jest bardziej wyrafinowany. Młodsze winnice rodzą owoce masowo, tony gron słodkich i nijakich. Starsze winnice dają mniej, ale o królewskiej jakości. Na przełomie lipca i sierpnia ma miejsce tzw. zielony zbiór. Ścinamy od 20 do 30 procent zielonych kiści, po to by cały smak i aromat skupić w pozostałych.
Wina Cotes de Luberon należą do marek rozpoznawanym na świecie.
Jednak te najlepsze prowansalskie wina pochodzą z winnic zasadzonych jeszcze przed I wojną światową. Zasadzonych po to, by każdy francuski żołnierz mógł dostać swój przepisowy litr. Najwspanialsze pochodzą z tych ponad stuletnich winnic, np. Chateauneau-du-Pape z Cotes du Rhone (doliny Rodanu).

Długie dojrzewanie

Zbiór białych winogron zaczyna się na początek września, a czerwonych w środku września i trwa do połowy października. Boss zatrudnia „wondanżerów” (zbieraczy) z okolicznych wiosek. Najważniejsze odmiany uprawianych tu winogron to: Syrah, Grenache, Carignan, Cabernet Sauvignon (w całej Francji uprawia się ich aż 60 odmian). Po zebraniu z pola winogrona są segregowane, szypułkowane, potem wrzucane do wielkich stalowych zbiorników, gdzie fermentacja trwa przez 21 dni. Podczas procesu fermentacji szczególnie ważna jest temperatura. Powinna wynosić od 15 do 17 st. C. Mousieur Yves pokazuje tablicę kontrolną, wyglądem przypominającą te z elektrowni atomowej, do sterowania atmosfery wewnątrz kadzi.
Następnie gospodarz prowadzi nas do piwnicy, która jest klimatyzowana. Chłodno i wilgotno, półmrok, nozdrza drażni winny zapaszek. Na zewnątrz upał – 30 stopni, tutaj o połowę mniej.
Wino dojrzewa tu od 9 do 18 miesięcy. W pięciu wielkich beczkach po 3 tys. litrów. To znaczy, że w każdej beczce zmieści się 4 tys. butelek z winem! Na podłodze w rzędzie leżakują mniejsze beczułki, 250-litrowe. Jest ich ponad 150. Czekają na swój czas. Przykładamy ucho do beczki, słychać jak wszystko w środku buzuje i szumi, jakby miało za chwilę eksplodować.
- Beczki wykonane są z francuskiego dębu z lasu Alier. To ważne, bo dojrzewające wino wyciąga z drewnianych beczek wytrawny posmak – opowiada właściciel winnic – Tych samych beczek można używać maksymalnie przez 6 lat, potem są już wyjałowione, więc należy je wymienić.

Degustacja z marszantem

Degustacji uczy nas, żeby było śmieszniej nie Francuz a Anglik. Fraser Jameson, po ukończeniu szkoły winiarskiej uciekł z hałaśliwego Londynu do zacisznego Menerbes, gdzie znalazł pracę jako marszant winiarski w Domaine de la Citadelle.
- Najlepsze czerwone wino, jakie robimy to Cuvee du Gouverneur. Butelka kosztuje 79 franków – opowiada specjalista od win – Dojrzewa ono przez 12 miesięcy, następnie jest mieszane według ścisłych receptur: po 25 procent wina dwuletniego, trzyletniego oraz czteroletniego. Dzięki temu melanżowi uzyskuje się nasyconą głębię smaku.
Degustując wino należy zwrócić uwagę na kolor, zapach i smak. Zaczynamy od wina czerwonego Cuvee du Gouverneur, podawanego do mięs czerwonych. Młode wino poznać po głęboko czerwonej, rubinowej toni, nawet fioletowo-przezroczystej. Kolor starego wpada w szlachetny brązowy odcień.
By określić bukiet zapachowy wina Francuzi używają mnóstwo finezyjnych określeń. Wąchamy. Wino pachnie trochę brzoskwinią, a trochę pomarańczą.
- To zapach waniliowy z nutą dzikich malin i moreli – poprawia nasze niewrażliwe nosy Fraser Jameson – A smakując musicie winem wypełnić całą jamę ustną. By wszystkie kubki smakowe brały udział w degustacji. Policzki, podniebienie górne i dolne, język, zęby, wargi, migdałki. Policzkami wyczujesz kwaśność, a łagodną goryczkę językiem. Im dłużej to trwa, tym lepiej.
Marszant winiarski, by się nie upić, za każdym razem swój łyk wina wypluwa do metalowej spluwaczki. Po dokładnym opłukaniu ust wodą, otarciu ust z gracją, przechodzi do następnego kieliszka. Przyjemna robota!

Muzeum korkociągów

Peter Mayle w książce pt. „Rok w Prowansji” napisał: ” To nie jest niespodzianka, że istnieje we Francji muzeum poświęcone nobliwemu i potrzebnemu narzędziu jakim jest korkociąg. Co jak co, ale w kraju, w którym robienie i picie wina jest uznawane za jedną z najbardziej cywilizowanych religii, to normalne, że zwraca się uwagę na zastosowanie i różny wygląd korkociągów”.

Owszem, zgadzam się, ale żeby w jednej sali zgromadzić aż 3 tysiące korkociągów! To już przesada. Dokonał tego Yves Rousset-Rouard, właściciel winnicy Domaine de la Citadelle w prowansalskiej wiosce Menerbes. Zbierał korkociągi od najprostszych w kształcie litery T po pokaźnych rozmiarów maszynerię na korbę przykręcaną do baru, wyglądającą jak narzędzie tortur. Od składanych, kieszonkowych, nawet dla tych leworęcznych, po miniaturowe do otwierania buteleczek z perfumami i medykamentami, z atramentem lub trucizną (korkociągi ozdobione trupią główką). Każdy korkociąg ma tu opisaną swoją historię. Najstarsze eksponaty pochodzą z XVII wieku, wyrabiane były przez artystycznych kowali i jubilerów, z inskrypcjami, inicjałami. Leżą w gablotach, w pomieszczeniu o trochę mistycznej atmosferze. Podświetlone od tyłu jak biżuteria i preciosa. Rzeczywiście można tam znaleźć małe dzieła sztuki, firmy Bulgari czy Cartier. Choć muzeum korkociągów to manifestacja francuskiego umiłowania do wina, o dziwo najbardziej wymyślne eksponaty pochodzą z Anglii, Austrii i Szwajcarii. Pewnie dlatego, że we Francji przed wiekami piło się wino z beczek, a butelki z korkami wysyłano na eksport.

Nogi kobiece

Z żartobliwych narzędzi można tu znaleźć modele korkociągów erotycznych: w kształcie fallusa i takie, które pracują podczas odkorkowywania butelki poprzez zbliżanie i rozkładanie nóg kobiecych. Można popatrzeć na korkociąg jako część pistoletu z cynglem albo część noża myśliwskiego, klucza, wbudowany w laskę do chodzenia, z pędzelkiem do odkurzania zleżałych butelek… Rączki korkociągów zrobione są z rogu, drzewa oliwnego, bakielitu, poroża jelenia, z porcelany.  Z nowocześniejszych modeli jest korkociąg na gaz, który wypycha korek bez użycia siły biesiadnika. Ciekawość wzbudza narzędzie z ulepszaczem do wina, ze specjalnym pojemnikiem na gałkę muszkatałową i małą tarką.
Natomiast śmiech wśród zwiedzających wzbudza korkociąg przedstawiający zgrabną figurkę senatora Volsteada, osławionego ojca prohibicji w Stanach Zjednoczonych. Kiedy obracasz kapelusz, z zadka senatora wychodzi śruba. Hm, to taki sarkastyczny hołd złożony temu, który wina nie lubił.

 

 Olga Dębicka

 

• Najlepszymi obszary produkcji wina we Francji
Champagne, Bordeaux, Burgundia, zaraz za nimi plasuje się dolina Rodanu w Prowansji i dolina Loary. Tylko jeden francuski region Bordoeaux produkuje więcej wina niż razem wzięte: Kalifornia i Australia. Najlepsze wina to: Nuits St-Georges, Sancerre, Chablis, Chateauneau-du-Pape.

• Korkociągi
80 procent światowej produkcji korkociągów wyrabia się obecnie we francuskiej wiosce Saint Remy sur Durolle. Wioska liczy 2044 mieszkańców, którzy tylko tym się zajmują. Najbardziej typowy model korkociągu nosi nazwę właśnie od wioski „Saint Remy”.

Najkosztowniejsze wino
105 tys. funtów zapłacono w 1985 r. za butelkę czerwonego wina „Chateau Lafite”, rocznik 1787. Na jej cenę wpłynął fakt, że złożył na niej swe inicjały Thomas Jefferson, trzeci prezydent USA. W rok później jej korek, wysuszony prze światła wystawowe, obluzował się, przez co wino się zepsuło.

Największa w świecie degustacja
Została zorganizowana prze Instytut Wina w San Francisco w 1980 r. W degustacji brało udział 125 nalewających, 90 otwierających, a wypito 3 tys. butelek!